Pogrom

  Nasilenie wystąpień skierowanych przeciwko społeczności żydowskiej w Rzeszowie miało miejsce, tak jak i w innych miastach polskich, głównie po I i przede wszystkim po II wojnie światowej. Do największych rozruchów po I w. św. doszło w dniach 3 i 4 maja 1919 roku, kiedy to pobito wielu Żydów, oskarżając ich o mordy rytualne, splądrowano synagogi i sklepy żydowskie.
  Po II wojnie światowej w ówczesnym województwie rzeszowskim wystąpienia antyżydowskie rozpoczęły się w marcu 1945 roku od napaści na dwudziestu trzech Żydów, w kwietniu raniono jednego, w kolejnych miesiącach doszło do podobnych rozruchów, w których były zamordowane osoby.
  Mianem pogromu w Rzeszowie określa się rozruchy, do których doszło w czerwcu 1945 roku, mimo że ich rozmiar był znacznie mniejszy od innych tego typu wystąpień w tym okresie w Polsce.
  W Rzeszowie po zakończeniu działań wojennych przebywało kilkuset Żydów, z których większość zatrzymała się tu tylko na krótki czas. Nasze miasto było jednym z ośrodków tzw. „brichy”(obok Krakowa, Tarnowa i Lublina), czyli miejscem skupiania się Żydów przed wyjazdem do Palestyny. Kilkunastu z nich mieszkało na drugim piętrze w kamienicy przy ulicy Tannenbauma 12 (dzisiejsza ulica Okrzei), w mieszkaniu należącym do rabina Leiba Thorna, który od 11 lutego do sierpnia 1945 roku pełnił funkcję rabina polowego w Wojsku Polskim.
Jednym z rzeszowskich Żydów, który wracał do rodzinnego miasta, był Mosze Oster (obecnie przewodniczący Związku Żydów Rzeszowskich w Izraelu). Został jednak ostrzeżony, że w Rzeszowie przygotowuje się pogrom.
   W dniu 11 czerwca 1945 roku mieszkaniec kamienicy przy ulicy Tannenbauma 12 poinformował milicję o znalezieniu szkolnej teczki, należącej do poszukiwanej 9-letniej dziewczynki Bronisławy Mendoń. Uczęszczała ona na korepetycje do mieszkającej w tej kamienicy nauczycielki języka polskiego w szkole podstawowej, Otylii Aksamit. Bronia zaginęła 7 czerwca, po wyjściu z domu na korepetycje na godzinę 14-tą. Po raz ostatni widziana była przez koleżankę o tej godzinie niedaleko kamienicy. Na lekcji się już nie pojawiła.

DSC08306    DSC04103                           

  Przybyli na miejsce milicjanci w dniu 11 czerwca około godziny 21-ej odnaleźli w piwnicy tej kamienicy zmasakrowane ciało dziewczynki. W tym dniu po mieście rozeszły się plotki, że zbrodni dokonali Żydzi. Niektórzy głosili, że dokonał tego sam rabin, którego milicja przyłapała w chwili mordu i że odnaleziono więcej ciał dzieci, według niektórych nawet dwadzieścia.  
  Tymczasem grupa około dwudziestu milicjantów dokonała nocą rewizji w mieszkaniach zajmowanych przez Żydów przy ulicy Tannenbauma 12 i Sobieskiego 4, przy czym milicjanci zachowywali się brutalnie i wyzywali Żydów od morderców. Około północy czternastu z nich zostało odprowadzonych do budynku Komendy Powiatowej MO, mieszczącej się przy ulicy 3 Maja 13. Zaś wczesnym rankiem 12 czerwca milicja przeprowadziła rewizję w mieszkaniach innych Żydów w pobliskich kamienicach przy ulicy Tannenbauma 6 i Sobieskiego 8. Zatrzymano wszystkich Żydów, także napotkanych na ulicy i dworcu kolejowym, których także zaprowadzono na komisariat.
  W trakcie drogi prowadzeni byli wyzywani przez milicjantów, ludność cywilną, także przez funkcjonariuszy UB oraz żołnierzy Wojska Polskiego. Obrzucano ich kamieniami i bito. Wśród rannych byli: Leon Nadel – inwalida, repatriant ze Wschodu, przewrócony i kopany przez tłum, w wyniku czego połamano mu żebra i uszkodzono jedno oko; adwokat Kesler, Juda Rosen, Klemens Brandweim - dentysta, walczący w partyzantce w czasie wojny oraz inni, w tym także kobiety. Pod kamienicą także zaczął gromadzić się tłum, krzyczący, że Żydzi mordują dzieci katolickie w celach rytualnych. Już wtedy połowa żydowskich mieszkańców uciekła z Rzeszowa, bojąc się o swoje życie. Wśród tłumu były osoby szczególnie aktywne w podburzaniu innych, krzyczące fałszywe hasła o kolejnych mordach, wśród nich nawet „naoczni świadkowie”.
  W czasie zatrzymania Żydów ich mieszkania zostały doszczętnie okradzione. Po południu zaczęto ich zwalniać, lecz ci bali się opuszczać komisariat, obawiając się czekającego na nich tłumu. Rozkaz natychmiastowego zwolnienia wszystkich zatrzymanych bez przesłuchania wydali: komendant wojewódzki MO, płk. Franciszek Księżarczyk oraz jego zastępca mjr Roman Orłowski (Żyd o nazwisku Hojzer Grosser). Prawdopodobnie w tej sprawie interweniowali członkowie Żydowskiego Zrzeszenia Religijnego, przede wszystkim przewodniczący, Mojżesz Reich. Ocaleni Żydzi twierdzili, że uczyniono to na rozkaz funkcjonariuszy NKWD. Byli to zapewne oficerowie i żołnierze, stacjonującego w Rzeszowie, 104 pułku pogranicznego 64. dywizji Wojsk Wewnętrznych NKWD. Według relacji świadków żołnierze radzieccy odprowadzali Żydów do mieszkań i pomagali wydostać się im z miasta. Część Żydów bojąc się wrócić do swoich mieszkań nocowała w koszarach Armii Czerwonej, prawdopodobnie w budynku bursy gimnazjalnej przy ulicy Krakowskiej (obecnie szkoła Sióstr Prezentek przy ulicy Jałowego). Grupę Żydów wywiózł z Rzeszowa oficer sowiecki w dwóch wojskowych ciężarówkach 50 kilometrów na południe od miasta. Niektórzy z uciekających padli w podróży ofiarą przemocy, z rąk ludności cywilnej, jak i milicji kolejowej, która wyrzucała Żydów z pociągów, biła i okradała. Szczególnie brutalnie wobec uciekających z Rzeszowa zachowali się pracownicy tarnowskiego Urzędu Bezpieczeństwa, gdzie doszło nawet do zabójstwa 20-letniej kobiety, więźniarki obozu koncentracyjnego w czasie wojny.
  Po latach w swoich wspomnieniach spisanych w Stanach Zjednoczonych, rabin Leib Thorn wspomina, że w czasie pogromu w Rzeszowie przebywał Icyk Fefer, jako korespondent wojenny. Był on jednym z założycieli Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego w Moskwie i stąd cieszył się wielkim autorytetem, pozwalającym na tak szybką reakcję.
  Kiedy 14 czerwca milicja próbowała zaaresztować kolejny raz Żydów z ulicy Tannenbauma, okazało się, że tylko jeden z nich pozostał. Był to 37-letni Jonas Landesman, rzeszowski kupiec, który po wybuchu wojny przedostał się do Lwowa, a od lutego 1940 roku do grudnia 1945 roku przebywał w karnym obozie w Archangielsku, skazany przez Rosjan za przekroczenie granicy. Gdy wrócił po wojnie do Rzeszowa, dowiedział się, że cała jego rodzina nie żyje, w tym żona i dziecko. Zamieszkał więc w jednym mieszkaniu z dwoma innymi Żydami, którzy także stracili wszystkich bliskich: z 38-letnim Judą Mosesem, z zawodu rzezakiem rytualnym, który przeżył obóz w Auschwitz oraz 40-letnim kupcem, Szają Gemindesem, który wrócił z obozu w Częstochowie.
  Zaaresztowano więc tylko Landesmana i osadzono w więzieniu na zamku. Podczas trzymiesięcznego pobytu był on okrutnie torturowany przez innych więźniów i strażników. Po zwolnieniu go 12 września, mimo zakazu wyjazdu, opuścił Rzeszów. W dniu 5 października 1945 roku złożył w Komitecie Żydowskim w Krakowie sprawozdanie z zajść w Rzeszowie i pobytu w więzieniu rzeszowskim.

  Sprawę zabójstwa Broni Mendoń oraz wystąpień antyżydowskich wkrótce umorzono. Nigdy ich nie wyjaśniono, nikogo nie skazano. Dodatkowo akta śledztwa zaginęły w latach 60-tych w niewyjaśnionych okolicznościach. Zachowały się jedynie podręczne akta prokuratorskie.